22 maja 2010

This is not a love song - Nouvelle Vague


Uwaga, na początek zarzucę wielką, natchnioną mądrością życiową: dni są krótkie.

Już :)

Dnia dzisiejszego pojechałam z Mamą na zakupy, w celu z góry wiadomym. Ja kupiłam Mamie plecaczek na Dzień Matki (tak, chciała plecaczek, a nie na przykład: perfumy, puder Maybeline, złote kolczyki, masaż w SPA ), a Mama kupiła mi słuchawki na Dzień Dziecka, bo stare rozwaliłam (oczywiście, że obchodzę!).
Kto wyszedł na tym lepiej? Ja :) [słuchawki droższe ;)]

Po moim biurku łazi mnóstwo owadów. Konkretnie, to w tej chwili widzę dwa, ale na pewno jest ich więcej. Są malutkie, a na biurku bałagan. Skąd one się biorą? Obserwuję je już od paru dni.

Wydawałoby się, że po powrocie do domu i wypiciu kawy...

a wiecie, że mam nowy ekspres? O matko, nie wiecie! Kurde, jestem taka szczęśliwa, że aż wydaje mi się, że Was to obchodzi! Zresztą, nie ważne, informuję o tym wszystkich, jak leci. Nie jest piękny, nie jest to Bosh, i strasznie hałasuje, ale kawę robi dobrą. Aaaaaach :)

... zostanie mi jeszcze mnóstwo czasu. I co zrobię? No posprzątam i się pouczę, oczywiście. [kto padł ze śmiechu - reakcja prawidłowa]
Efekt? Cóż, w międzyczasie był obiad... (zaskakująco wcześnie dzisiaj, chyba jeszcze przed 17), posprzątać...? Cóż, trochę posprzątałam... Praca na polski? No więc, wzięłam się za nią koło 20 i myślałam, że do 22 sporo zrobię...

Ech. I wtedy zaczęły się problemy. Nie działało wszystko po kolei, co mogło nie działać. Wobec tego, poskarżyłam się kilku osobom na kilku blogach (dziękuję za wysłuchanie, przepraszam, za śmiecenie ;)) i wieczór spędziłam na dochodzeniu do rozwiązań. Ale, koniec końców do większości doszłam, także jest ok.

Tutaj możecie podziwiać efekty.

Udało mi się póki co napisać jedną notkę, przydałoby się jeszcze dziewięć, no i powinnam to skończyć jutro i wysłać nauczycielce. Zobaczymy. Niestety, blog jest na innym koncie... Gdybyście jednakowoż chcieli komentować, to chyba lepiej tutaj.

O, pomyślałam, że może Was zaciekawić, czy nauczycielka kazała nam założyć bloga i na jaki przedmiot. Nie, mieliśmy zrobić cośtam o muzyce, o naszych ulubionych zespołach itd, forma dowolna. Nie pamiętam dokładnie polecenia, aczkolwiek ja wymyśliłam właśnie, że zrobię bloga. Przedmiot: polski. Generalnie ludzie robili prezentacje w PowerPoincie, ale ja go nie lubię. UMIEM obsługiwać, gdyby ktoś chciał spytać, natomiast nie lubię i już. Praktyczny, ale mało atrakcyjny.

EDIT:

35 minut koncertu Chopinowskiego i życie staje się piękniejsze. Przynajmniej na ten czas cudowna pogoda, ludzi dużo, ale bez tłoku. Prowadzący dosyć drętwy, ale mniejsza o to - pianista jak najbardziej w porządku. Fantastyczne pół godziny.

Minuta 36 - przyszedł ochroniarz i zaczął zganiać ludzi z trawnika. Niestety, na koniec tak kulturalnego, tak świetnego wydarzenia wkradło się chamstwo i drobnomieszczaństwo...

E tam, mniejsza. Dzisiaj, jeszcze bardziej niż zwykle, cieszę się, że mieszkam w Warszawie.

EDIT:

dlaczego żłobek i podstawówkę zamknięto z powodu zagrożenia powodziowego, i moje rodzeństwo jedzie sobie do Babci na tydzień, a ja siedzę i robię pracę, prezentację, prasówkę... wszystko oczywiście na wczoraj? Bynajmniej nie jest to sprawiedliwe.

xoxoox

4 komentarze:

Sawin pisze...

Też robisz wszystko na ostatnią chwilę? Witam w klubie;D
Dzień dziecka też obchodzę, ale jestem tylko dzieckiem jeśli chodzi o prezenty!:D

Nie wiem, który raz piszę ten komentarz, blogspot coś zamula :|

Pozdrawiam:))

Sawin pisze...

A co do tych postów, to chyba nie da się tego zrobić:(

cry pisze...

nom niestety nic nie jest sprawiedliwe ;p
a Ty się biedaku musisz męczyĆ w sql ;p

8smake pisze...

Zaraz utonę w Twoim muzycznym blogu bo widze już parę rzeczy których chętnie posłucham. :)
Ja też mam z blogspotem kłopoty - zachciało mi się zmienić układ na 3 kolumny, no i zniknął pasek logowania na górze. Żeby wejsć na własny blog muszę logować się przez stronę główną blogspot. I jeszcze baner do zmiany bo sie zrobił niewyraźny. Echhhhhhh...